środa, 9 czerwca 2010

ANINA





Anina ma 20 lat, jest wolontariuszką w ADRA Rwanda gdzie pracuje jej mama. Pochodzi z Zimbabwe, część życia spędziła w Tanzanii a teraz od roku bytuje w Rwandzie. Za rok idzie na studia do China albo Malezji. Chciała do Europy bo to lepiej wygląda w CV , ale nie spełniała jednego z kryteriów. Dlaczego Azja bo tam koszt 1 roku studiów jest najtańszy tylko 7000 dolarów amerykańskich a poza tym są to naprawdę dobre uczelnie. Chce zdawać na medycynę i nauki przyrodnicze. Gdy skończy studia chce pracować w NGO-sie, tak jak mama, wierz że można coś zmienić jeszcze przed powtórnym przyjściem Jezusa, nawet w jej ojczystym kraju gdzie dwa lub trzy lata temu był krach finansowy i nie najlepiej sytuacja wygląda dodaje.
Już druga osoba dziwi się że gdy będę mieszkał w wiosce, której nazwa znowu uleciała mi z głowy, nie wynajmę pomocnika (służącego) przecież: posprząta, nagotuje, uprasuje itp. Mówią że po pracy już nie będziesz miał na to siły, koszt w okolicach 240 złotych. Tu widzę znowu objaw ekonomii społecznej tubylców.

fresh chicken

Chyba przejdę na wegetarianizmy, jeśli chcesz zjeść jakiś drób, kupujesz żywa sztukę czy dwie, zanosisz do domu, rach ciach, i przyrządzasz pyszna świerzynkę. Oczywiście możesz pójść do jednego z dwóch( otworzono je zaledwie dwa lata temu) licząc chiński magazyn to do trzech wielkich marketów i kupić gotowe musisz być o szczebelek czy dwa wyżej w hierarchii.

popracujmy trochę



W miejscu gdzie obecnie "pracuje" jest wiele zakładów, fabryk itp. przeciętny dorywczy robotnik zarabia około 1000rwf dziennie.To nie dużo. Wypłatę masz od razu po pracy bo następnego dnia mogą cie już nie potrzebować.

znajoma z samolotu









Dziś robiąc zakupy spotkałem 9 letnią Rosjankę córkę pani profesor chemii Uniwersytetu w Kigali.Przyjechała tutaj na wakacje do mamy. Jako dziecko mieszkała w Kigali, ale póżniej zdecydowała że woli mieszkać z ojcem w Rosji. Pierwszy raz widziałem ja dokładnie tydzień temu w samolocie. Zawsze jak coś takiego mi się przydarza zastanawiam się czy to czysty przypadek czy to jakiś drogowskaz, wskazówka.

mury







W Kigali bardzo lubią się grodzić,Anita mówi że tak jest w całej Afryce - nie wiem nie byłem, często to potężne mury z drutami kolczastymi i oczywiście obowiązkowo strażnik czasem z wielkim karabinem. Ponoć to część ich tradycji - ktoś mi powiedział. Rwanda słynie w okolicy z bezpieczeństwa, więc gdy spytałem dlaczego pełno wszędzie strażników,usłyszałem bo tak już jest. Z jednej strony to tez sposób na zarobek dla osób które za wiele nie mają, taka ekonomia społeczna.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Bardzo smakuję mi tutejsze jedzenie dużo warzyw i owoców. Praktycznie na każdym kroku jeśli jest kawałek wolnej przestrzeni można zobaczyc rosnące ziemniaki, dynie, kukurydze itp. Ogródek może byc wszędzie byle by był.

Dużo ludzi nie pracuje, w wielu miejscach mozna spotkać ludzi stojących w duzych grupach czekających na mozliwośc jakiego kolwiek zarobku, jak Polacy w Anglii. Idąc przez miasto widać wielu ludzi handlujących dosłownie wszytskim, butami, torbami, spodniami, wycieraczkami, kartami telefonicznymi, walutą itp. Ruch ulicznym rególowanym na zasadzie klakson- uważaj jadę wydaję się bezpieczniejszy niz u nas, coś w tym chyba jest że im mniej znaków a więcej własnego rozumu tym mniej kolizji. Sposób ubierania się ludzi oraz kolorystyka domów, sklepów jest bardzo ciekawa, jest w tym troche jak dla mnie więcej swobody i wolnośći niż u nas. Zależy kto co lubi.